piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 2

Leon
Przez ponad godzinę chodziłem po parku zastanawiając się co tak naprawdę powinienem zrobić.
To wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Powiedziałem wiele rzeczy,których teraz cholernie żałuje.
Kogo ja próbuje oszukać ? Przecież ją kocham.
Violetta, przepraszam cię.
Zostawiłem ją samą, z brzemieniem ten potwornej choroby. Viola jest tak krucha i delikatna...Ona sobie z tym nie poradzi.
Zostawiłem ją w momencie kiedy najbardziej potrzebuje mojej pomocy.
Przeczesałem ręką włosy,aby po chwili ruszyć w kierunku domu Violetty.
Szybkim krokiem przemierzałem odległość,która dzieliła mnie od domu dziewczyny,którą kocham.
Kiedy stanąłem przed jej drzwiami zawahałem się. Jednak po krótkiej chwili zdecydowałem się zapukać.
Kim bym był jeśli bym teraz stchórzył.


Czekałem na jakąkolwiek odpowiedź. Kiedy już zaczynałem tracić nadzieję klamką się poruszyła.
Drzwi zaczęły się uchylać,a po chwili wyłoniła się zza nich Violetta. 
Jej oczy były spuchnięte od łez,a na twarzy nie było widać choćby cienia uśmiechu.
Wstrząsnął mną wewnętrzny ból. Jak mogłem do tego dopuścić ?
-Violu..-szepnąłem.
Dziewczyna uniosła lekko głowę spoglądając na mnie spod swoich długich,mokrych od płaczu rzęs.
-Violetta, przepraszam nie powinienem był cie tak zostawiać.
Wpatrywała się we mnie,ale nie była w stanie wypowiedzieć choćby jednego słowa.
-Jak....jak się czujesz ?
Violettta odwróciła głowę.
-Ja..nic nie czuję..Zupełnie tak jakbym już nie żyła..
Jej słowa były niczym śmiertelny cios. Każdy na moim miejscu poczułby się tak samo.
Słyszeń te słowa od osoby,którą się kocha to coś okropnego.
-Proszę cię,nie mów tak.
-Ale tak jest Leon..Moje życie nie ma najmniejszego sensu. Nie mam już nic.
-Dobrze wiesz,że nie.-przyciągnąłem ją do siebie.-Naprawdę cie kocham, Violu. Nie powinienem był...
-Zasłużyłam na to...
-Nie, wcale nie. Pogubiłaś się,to wszystko.Chciałbym ci jakoś pomóc.
-Po prostu bądź przy mnie, dobrze ?-zapytała patrząc mi w oczy.
-Obiecuje. Już nigdy więcej nie będziesz sama. Nigdy więcej.mówiłem głaskając ją po włosach.
-Dziękuje...
Złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach,który podziałał na moje serce niczym balsam. 
Brakowało mi tej bliskości, z której zrezygnowałem na własne życzenie.
Jak mogłem być tak głupi ?




Czeeeść !!!
Wiem,że rozdział miał być 
wczoraj,ale naprawdę nie miałam czasu...
Grill rodzinny...
Tak więc chcąc czy nie, jest dzisiaj.
Przepraszam,że jest taki krótki,ale
w pewnym momencie moja wena prysła niczym
bańka mydlana.Chciciałabym
napisać coś więcej,ale ktoś tam na górze tego
nie chce. Tak więc jest jaki jest.
Mam nadzieję,że następny
będzie o wiele dłuższy.
Pozdrawiam i do następnej 
notki, N;*